Asus HS-1000W czyli headset bez kabli

Opiszę dzisiaj pewien zakup, który poczyniłem parę dni temu. Jest nim bezprzewodowy zestaw słuchawek z mikrofonem firmy ASUS. HS-1000W to pierwszy tego typu zestaw tej firmy i ogólnie jeden z niewielu tego typu zestawów na rynku. Znalazłem jeszcze tylko dwie inne konstrukcje firm Creative i Logitech. Są one jednak nieco droższe, a przy tym nie zebrały najlepszych recenzji wśród klientów i wszelkiego rodzaju testerów/ekspertów. Postanowiłem zatem spróbować najnowszego dziecka ASUSa.

ASUS HS-1000W

Zacznę może od tego, po co mi taki zestaw? Ano w mojej ciężkiej pracy bardzo często używam programu Skype, a co za tym idzie dużo rozmawiam przez internet. Czasem potrafię przesiedzieć w słuchawkach parę ładnych godzin non-stop. Do tej pory używałem słuchawek z mikrofonem przeróżnych maści. Miały one wszystkie jednak jedną wspólną cechę – były kablowe. Przez ostatni rok ‘zużyłem’ 4 zestawy tego typu (jakiś noname, Creative, Genius i Logitech). Napisałem ‘zużyłem’, gdyż faktycznie każdy z nich został przeze mnie uszkodzony w ten sam sposób – naderwał się lub urwał kabel. Okazuje się, że nie ważne czy wydasz 30 złotych czy 150 – wszystkie te zestawy mają tak ultra-cienkie kabelki, że prędzej czy później dokonają swego żywota. W domowych warunkach takiego zestawu właściwie nie sposób naprawić. Postanowiłem zatem spróbować zestawu bezprzewodowego.

ASUS HS-1000W to zestaw słuchawek z mikrofonem, które komunikują się z komputerem poprzez mały nadajnik-odbiornik wkładany w port USB. Transmisja idzie w formie cyfrowej na dość ruchliwym pasmie 2,4GHz. Sam zestaw nie wymaga instalowania sterowników, działa po prostu jako urządzenie audio USB. Nie sprawdzałem go jeszcze pod Linuksem, ale jestem przekonany, że działa tam równie sprawnie jak pod Windowsem. Wg producenta czas słuchania muzyki na pojedynczym ładowaniu akumulatorka wynosi 8 godzin. W praktyce jest to nieco mniej, gdy używamy dotakowo mikrofonu. Z moich doświadczeń wynika, że jest to 6-7 godzin. Co ważne zestaw można bez problemu ładować w czasie jego używania. Wystarczy podpiąć go kabelm USB A-B do wolnego portu USB. Można też użyć dostarczonego w komplecie kabla, który podłącza się do nadajnika. Jest on jednak bardzo krótki i uniemożliwia w praktyce używanie słuchawek.

Teraz parę zdań na temat jakości dźwięku. Nie ma tutaj rewelacji. Słuchawki grają dość płasko, aczkolwiek w zupełności wystarczają do rozmów i do słuchania muzyki w tle. Nie jest to absolutnie zestaw dla melomanów. Jednak wziąwszy pod uwagę fakt, że jest to konstrukcja bezprzewodowa można powiedzieć, że nie jest źle. Nawet można usłyszeć całkiem mocne basy, jak się nieco podgłośni (oczywiście skraca to życie akumulatora). Gorzej jest nieco z wysokimi tonami, ale nie jest to też tragedia. Ogólnie właściwości odsłuchowe oceniam na dobre. Dla mnie równie ważna była kwestia mikrofonu. Wszelkie rozwiązania bezprzewodowe zawsze kulały właśnie na tym polu. Tutaj sytuacja jest całkiem niezła. Troszkę co prawda są obcięte wysokie tony, ale moi rozmówcy twierdzą, że dobrze mnie słychać. Mikrofon także całkiem dobrze radzi sobie z szumami w tle. Niestety, do tego wszystkiego dochodzi jeszcze jeden mały szczegół – transmisja. Od czasu do czasu słuchawki tracą dobry kontakt z nadajnikiem i można wówczas usłyszeć zakłócony cyfrowo dźwięk. Jest to bardzo podobny efekt, jak w filmie Matrix, gdy bohaterowie z niego wychodzą (przy pomocy telefonu). Te same zakłócenia przenoszą się w drugą stronę, czyli przez mikrofon. Czasem bywa to nieco irytujące, ale nie jest to na szczęście bardzo częste zjawisko. Statystycznie w moich warunkach występuję 2-3 razy na godzinę i mija samoistnie po 1-5 sekundach. Co ciekawe, nie zauważyłem póki co problemów z zasięgiem. Mogę swobodnie chodzić po całym mieszkaniu – słuchawki nie tracą łączności z komputerem.

Jeśli chodzi o samą konstrukcję słuchawek to są one dość małe, ale co ciekawe – całkiem wygodne. Swoboda poruszania się w nich jest po prostu fantastyczna. Często zapomina się, że się je w ogóle nosi. Można swobodnie pójść sobie zrobić herbatę czy kawę słuchając muzyki czy rozmawiając z kimś. Po prostu rewelacja.

Słuchawki mają 4 przyciski, którymi możemy ustawiać głośność, wyciszać mikrofon, odbierać i odrzucać rozmowy Skype czy wreszcie włączać/wyłączać słuchawki i synchronizować z nadajnikiem. I to wszystko tylko 4 przyciskami. Wszystko zależy od tego, jak długo dany przycisk przytrzymamy. Rozwiązanie całkiem wygodne i dość szybko można się do niego przyzwyczaić. Natomiast jest jedna rzecz, której mi w słuchawkach brakuje – wskaźnik naładowania akumulatora. Słuchawki po prostu się wyłączają, gdy brak już im siły do pracy. Mogłby chociaż dać parę minut wcześniej znak, że trzeba je naładować.

UPDATE: Po 3 miesiącach użytkowania słuchawki pękły przy przegubie jednej ze słuchawek. Trzeba je było kleić przez co nie można już ich złożyć. Poza tym poziom zakłóceń z jakiegoś powodu wzrósł i łączność jest zakłócana nawet kilkanaście razy na godzinę.

UPDATE 2: Kolejna usterka. Ramię mikrofonu się odkręciło od środka i nie można ustawić sobie go w wygodnej pozycji.

Na koniec moja prywatna ocena tego zestawu: 4-/5. Jestem z niego zadowolony, ale – jak mówiłem – bez rewelacji. 3-/5. ASUS musi popracować nad tą konstrukcją. :/2/5 – kolejny produkt obliczony na zepsucie się po paru miesiącach. Firma ASUS na dzień dzisiejszy ląduje u mnie na czarnej liście tandety.

Zalety:
- BRAK kabli
- lekka, kompaktowa konstrukcja
- wygoda noszenia
- nie najgorsza jakość dźwięku
- dobra jakość mikrofonu
- wygodne sterowanie

Wady:
- delikatna konstrukcja – łatwo je połamać przy normalnym użytkowaniu (zwłaszcza na przegubach przy słuchawkach)
- fatalny montaż – ramię mikrofonu się samo odkręciło od środka (!!!)
- zakłócenia transmisji
- mniej niż 8 godzin na jednym ładowaniu (5-6h)
- brak wskaźnika naładowania akumulatora

Debian + Creative Xmod

Obiecałem w jednym z poprzednich wpisów, że zobaczę jak sprawuje się Creative Xmod pod Linuksem. Długo to trwało, ale wreszcie miałem możliwość przetestowania urządzonka firmy Creative pod Debianem Lennym. Zatem czy Xmod działa w ogóle i czy są jakieś problemy?

Jednym słowem: tak.

Konfiguracja dźwięku pod Xmoda

Xmod działa pod Linuksem. Podłączyłem go do działającego systemu i nie musiałem nic robić, aby został wykryty przez system ALSA. Po wejściu do konfiguracji dźwięku (patrz powyżej) można było wybrać jako urządzenie wyjściowe USB Audio. Sama nazwa Xmod pojawia się nawet przy wyborze domyślnego miksera dźwiękowego. Innymi słowy cacy. Bez chwili namysłu wybrałem zatem Xmoda jako domyślne urządzenie, ponieważ jakość generowanego przez niego dźwięku jest zdecydowanie lepsza od tej ze zintegrowanej karty HD-Audio.

Po tej szybkiej konfiguracji przyszła kolej na odsłuch. Wszystko grało jak należy. Pod Windowsem działało jeszcze pokrętło głośności na Xmodzie. Tutaj, niestety, działało nieco topornie. Czasem skakało z głośnością albo wyłączało jeden kanał dźwięku. Przyszło mi do głowy, że może to kwestia poprzednio wybranego miksera domyślnego i zrestartowałem maszynę. Trochę się poprawiło, ale nadal nie jest idealnie (trzeba powoli kręcić). Natomiast działa opcja “mute” po naciśnięciu pokrętła Xmoda, która nie działała mi pod Windowsem.

Tak więc Xmod działa poprawnie pod Linuksem, choć są pewne problemy z pokrętłem głośności. Generuje natomiast świetny dźwięk i wreszcie mam do dyspozycji Crystalizer, którego mi bardzo brakowało.

Mobilne X-Fi

Dzisiaj parę słów na temat pewnego małego urządzenia, którego stałem się w piątek właścicielem. Nazywa się ono Creative Xmod i jest kartą dźwiękową podłączaną do portu USB.

Creative X-Fi Xmod

Historia nabycia przeze mnie tego urządzenia jest dość krótka. Siedziałem w pracy i słuchałem muzyki z wbudowanej “karty dźwiękowej”. Szumy, trzaski i dźwięki działającej elektroniki doprowadzały mnie do szału. W końcu miarka się przebrała i postanowiłem coś z tym zrobić. Ponieważ nie lubię grzebać w kompie szukałem rozwiązania zewnętrznego. Padło na kartę dźwiękową na USB. Od razu przypomniał mi się news z przed paru(nastu) tygodni na temat zewnętrznej karty Xmod. Creative na swojej stronie przedstawiał, że nowy Xmod ma Crystalizer znany z X-Fi. Tak się składa, że na kompie domowym mam X-Fi, a Crystalizer mam zawsze włączony. Naprawdę to działa – dźwięk nabiera głębi i dynamiki. Nie myśląc zatem zbyt dużo zamówiłem gdzieś na allegro Xmoda, aby mi służył w pracy.
Nie chce się rozpisywać o samym Xmodzie. Jego obsługa jest bajecznie prosta. Chcę tylko napisać, że jestem z niego w 100% zadowolony. Dźwięk jest czysty jak łza, a Crystalizer Xmodowy działa analogicznie do tego ze stacjonarnej wersji X-Fi. Co więcej, jeśli ktoś nie korzysta w ogóle z możliwości jakie daje X-Fi, a jedynie z Crystalizera, to polecam właśnie zakup Xmoda. Przy okazji można oszczędzić, gdyż można go nabyć już za 170 PLN, podczas gdy prawdziwy X-Fi kosztuje >200 PLN. Co ciekawe do działania urządzenia nie są potrzebne sterowniki (co jest plusem, bo drivery nie zajmują zasobów). Ponoć działa nawet pod Linuxem, co sprawdzę przy najbliższej okazji.

PS. Załączone słuchawki są do niczego.